TakeMyTrip

Indie, Sri Lanka ( Azja )

Szczegóły Tripu

  • Kraj: Indie, Sri Lanka
  • Zakwaterowanie: hotele 1/2 , guesthousey, chatki na plaży
  • Transport: publiczny, samolot
  • Preferencje: kultura * , natura * , relaks *
  • Intensywność: wysoka * , normalna *
  • Czas trwania: 30 dni
  • Budżet: około 10000 zł (w tym bilet lotniczy 3350 zł )
  • Termin: styczeń 2018

Plan podróży

  1. Dzień 1 Colombo
  2. Dzień 2 - 3 Dumbulla
  3. Dzień 4 - 5 Kandy
  4. Dzień 6 - 7 Ella
  5. Dzień 8 - 9 Nuwara Eliya
  6. Dzień 10 - 11 Mirissa
  7. Dzień 12 Unawatuma
  8. Dzień 13 Galle
  9. Dzień 14 Hikkaduwa
  10. Dzień 15 Colombo
  11. Dzień 15 Ćennai
  12. Dzień 16 - 17 Pondicherry (Auroville)
  13. Dzień 18 Maduraj
  14. Dzień 19 Kollam
  15. Dzień 19 - 21 Alappuzha
  16. Dzień 21 - 22 Kochin
  17. Dzień 23 Mysore
  18. Dzień 24 Bangalore
  19. Dzień 24 - 26 Varca Beach
  20. Dzień 27 - 29 Anjuna
  21. Dzień 30 Mumbaj

Przed podróżą

Przed wyjazdem trzeba przede wszystkim ogarnąć wizy. O ile na Sri Lankę wjedzie się bez promesy, tylko więcej czasu spędzi się na lotnisku, o tyle do Indii bez promesy wizy nie wpuszczą. Jedną i drugą ogarniamy online i zajmuje to łącznie 15min. Wiza na Sri Lankę kosztuje 35$ a do Indii 50$. Na Sri Lankę zapomnieliśmy wyjąć z głównego bagażu wydruki w tym druk promesy, i nie były potrzebne, ale oczywiście lepiej mieć.

Jeśli chodzi o szczepienia to na Sri Lankę nie jest wymagane żadne. Jeśli chodzi o zalecane- jak kto woli… Co do Indii sprawa się ma podobnie, z tą różnicą że jeśli wymieni się we wniosku wizowym że było się w jednym z krajów, gdzie jest zagrożenie żółtą febrą, w ciągu ostatnich 3 lat, to szczepienie na to choróbsko będzie wymagane. Ja byłem np. w Tanzanii i miałem taką informację na promesie ale nie sprawdzali.

Jeśli chodzi o ubezpieczenie to sprawa jest chyba oczywista- lepiej mieć ;)

Poza tym przed wyjazdem zabukowaliśmy sobie loty (Colombo- Chenai 450zł oraz Goa- Mumbaj 120zł), oraz nocleg w Colombo na pierwszą noc. Poza tym chcieliśmy zabukować wszystkie pociągi w Indiach ale się to nie udało. Jednak mimo wypełnienia wszelkich procedur zgodnie ze wskazówkami z różnych blogów i napisaniu do biura obsługi Kolei Indyjskich kilkunastu maili, nie dostałem kodu aktywującego SMS na mail. Bilety są tanie i planowaliśmy nawet na niektórych trasach je zdublować, jak by nam się gdzieś bardziej spodobało, jednak musieliśmy odpuścić. Istnieje możliwość kupienia biletów za pośrednictwem firmy Indian Adventure z Delhi (polak mieszkający w Indiach-korzystałem już kiedyś z ich usług) ale cena za jeden bilet to 15zl/os co podwaja koszt biletu. Kupiliśmy więc bilet na pierwszy nocny przejazd a resztę postanowiliśmy kupić zaraz po przylocie na dworcu kolejowym w specjalnej kasie między innymi dla turystów.

Wyczytałem w necie że od 2016 r na większych lotniskach w Indiach są rozdawane karty SIM dla turystów. Wystarczy kopia paszportu i wizy. Wcześniej uzyskanie takiej karty było prawie niemożliwe a przynajmniej bardzo trudne. My takiego miejsca z kartami nie znaleźliśmy. Jednak załatwienie sobie karty SIM, która bardzo się przydaje, wcale nie jest takie trudne.

NIESTETY W PONIŻSZYM PLANIE PODRÓŻY ZABRAKNIE ZDJĘĆ Z KILKU MIEJSC, PONIEWAŻ CZĘŚĆ Z NICH ZNIKNĘŁA MI Z KARTY SD :( NIE WIEM JAKIM CUDEM... JEDNAK CHYBA TAK NAPRAWDĘ NIE O ZDJĘCIA TU CHODZI :)

Colombo (dzień 1)

Nocleg

Kwatera- bardzo miły i czysty guest house. Trochę daleko od centrum ale w sylwestra to była najtańsza dostępna opcja. Poza tym na plaże nie było tak daleko :)

Adres: Breeze of Paradise
Cena za dobę: 84zł/ dwójka

W okolicy

Po przejściu odprawy i wyjściu na główną hale terminala, są stanowiska gdzie warto od razu kupić sobie kartę SIM. Firmy są 3 i ja wybrałem Airtel. Za 800 rupia dostałem 5gb internetu i 20 min lokalnych rozmów. Wystarczyło w zupełności ale jak by co można doładować wszędzie. Warto w to zainwestować bo bardzo często musieliśmy prowadzić poprzez Google maps kierowcę tuk tuka do naszej kwatery. Oni w większości takich rzeczy jak google maps nie ogarniają a i ze znajomością topografii nie jest dobrze ;)
Wbrew temu co się naczytałem przed wyjazdem na różnych blogach znalezienie busa do centrum Colombo jest bardzo łatwe. Na wprost wyjścia z terminala, po drugiej stronie ulicy, stoi rząd autobusów nr 187. Jadą do samego centrum i kosztują 110rupi czyli ok 2,5zł. Za taxi, tuk tuka albo transport z hotelu liczą sobie 70zł. W Colombo działa też Uber ale nie korzystaliśmy więc cen nie znam.
Po dojechaniu na główny dworzec autobusowy trzeba wziąć jeszcze tuk tuka. Nasz guest house był w miarę daleko bo ok 13 km. Zapłaciliśmy po negocjacjach 1000 rupi co jak się później okazało było 2 razy drożej niż powinniśmy :) Najlepiej brać tuk tuki z licznikiem. Z tym że widzieliśmy je tylko w stolicy.
Colombo jakoś szczególnie nie zachwyca i nawet w przewodnikach piszą że nie ma tam za dużo do roboty. My byliśmy tam w sylwestra. Najpierw pojechaliśmy na plaże na jedzenie. Później powrót na kwaterę ogarnąć się ją miasto co by się poszwendać. Szczerze mówiąc ze względu na to że był to specyficzny dzień nie widzieliśmy prawie nic z tych niewielu atrakcji, które tam są, ale impreza na głównym placu z tysiącami Lankijczyków była ciekawym doświadczeniem :)
Na kwaterę wróciliśmy ok 3ej bo rano mieliśmy ruszyć w dalszą trasę.

Transport do następnego miejsca

Pociągi do następnego punktu (Dumbulli) są dwa: o 6.05 i ok 23ej. My wybraliśmy ten ranny. Można też pojechać busem ale pociąg mimo że głośny chyba bardziej komfortowy. Koszt biletu to 600rupi/os. Czas dojazdu ok 4h. Pociąg odjeżdża z jedynej stacji w Colombo na którą tuk tukiem jedziemy za 300rupi (w nocy nie łatwo o tuk tuka więc lepiej wziąć zapas- my ruszyliśmy ok 4.20) i nie dojeżdża do samej Dumbulli tylko do stacji Habarana. Stąd podobno są busy do Dumbulli ale my byliśmy zmęczeni i wzięliśmy znowu tuk tuka za 1000 rupi. To jest ponad 20km więc cena powiedzmy że do przyjęcia, szczególnie jak się jest dzień po sylwestrze i 3 dniach w podróży ;)

Dumbulla (dzień 2 - 3)

Nocleg

Czysto, tanio, przyzwoita lokalizacja w przestępnej cenie. Super pomocny, mówiący po angielsku właściciel, który zawsze podpowie jak gdzie dojechać i nie zostać zrobionym w konia ;)

Adres: Peters Inn
Cena za dobę: 69/dwójka/noc

W okolicy

Dzień 1- wieczorem za 1500rupi (w dwie strony z czekaniem 1,5h) jedziemy na bliźniaczą do Syryngi górę wulkaniczną na zachód słońca. Wejście na górę nie jest bardzo trudne, trwa ok 30 min i kosztuje 3$. Stąd mamy widok na okolicę i na Syryngię. Ogólnie fajnie, ale widywałem fajniejsze zachody słońca :) Żeby się wyrobić na zachód trzeba ruszyć ok 16.00/16.30 z Dumbulli.

Drugiego dnia rano o 7 spod samego Guest house’u (na Sri Lance busy zatrzymują się wszędzie gdzie na nie zamachamy) mamy busa za 40rupi pod samą Syringię. Jedzie się ok 30 min. Tam bilecik za bagatela 30$ (cena dla turystów oczywiście) i 1h wejścia pod górę. Czy warto? widok taki sam jak dzień wcześniej z tej góry za 3$, na górze trochę niskiej zabudowy ruinek i tyle… Ale być i nie wejść na święta górę dla Lankijczyków… jak kto woli ;)
Jeśli wystartujemy o 7ej to ok południa powinniśmy wrócić do Dumbulli. Tym razem do busa trzeba dojść ok 1km. Po dojechaniu do centrum musimy znaleźć przystanek busów do Pollonaruwa. Odjeżdżają z głównej ulicy w stronę z której przyjechaliśmy z Syryngi. Większość ludzi chętnie pomoże ale.nie pytajcie na dworcu na którym wysiądziecie bo tam będą mówili że nie ma (rada od właściciela guest house, potwierdzona doświadczeniem ;) )
Bus.znowu kosztuje 40rupi.
Po dojechaniu na miejsce kupujemy bilecik za 1000rupi i na wynajętych za 150 rupi rowerach zwiedzamy ruinki.
Czy warto. Kto co woli… ja preferuje naturę ale takie punkty też trzeba zaliczyć. Z Pollonaruwy i Anuradhapury wybraliśmy to pierwsze. Po pierwsze bliżej, po drugie właściciel guest house nam to polecił… Jak ktoś lubi to można zaliczyć oba miejsca ale na to drugie będzie potrzebny kolejny dzień.

Rano następnego, trzeciego dnia idziemy zobaczyć Złotą Świątynie wpisana na listę UNESCO. Do samej świątyni idzie się z naszego hotelu 10 min a na zwiedzanie trzeba przeznaczyć min 1h.

Transport do następnego miejsca

Po porannej wizycie w Złotej Świątyni, przejazd do Kandy. Busy co chwila z głównej drogi pod samą kwaterą. Koszt 110 rupi/os, czas 2,5h.

Kandy (dzień 4 - 5)

Nocleg

Kwatera- super mili właściciele. Pomocni i mówiący po angielsku. Pomogą za normalną cenę zorganizować wszelkie tripy po okolicy. Czysto i blisko centrum.

Adres: H S Home stay
Cena za dobę: 67zł / dwójka / noc

W okolicy

Dzień 1- dojeżdżamy na miejsce ok 14ej, tuk tuk na kwaterkę kosztuje 250 rupi. Z kwatery do centrum na piechotę jest 15min (tuk tuk 150rupi).
Tutaj mamy Świątynię Zęba Buddy- ciekawa, inna niż wszystkie które widziałem. Warto tu wpaść (i nie zapomnieć długich spodni) ok 18ej, bo zaczyna się codzienny rytuał i trwa ok 1,5h. Wjazd 1500rupi. Przed świątynią można pójść (1000rupi) na pokaz tańców Lankijskich, który odbywa się od 17 do 18 na tyłach świątyni w ośrodku kultury. Mnie to nie porwało ale można zaliczyć. Poza tym w okolicy świątyni jest sporo restauracji, pubów i kawiarenek na dobrym poziomie gdzie jest mnóstwo turystów. Życie zamiera ok 21ej i wtedy można zacząć wracać na kwaterę (tym bardziej że w naszej prosili o powrót do 22ej).
Dzień 2- Kandy- rano ok. 9 ruszamy tuk tukiem do Millenium Elephant Fundation. Tripa zalatwia syn naszego hosta. Koszt 3000rupi. Czas 9-16. Można jechać na własną rękę busem z przesiadką. Host chętnie podpowie jak to zrobić, ale ze względu na czas nie wiem czy jest sens oszczędzać. Tym bardziej że jak się wysiada na miejscu to trzeba wziąć znowu tuk tuka, a kierowcy często próbują nas zawieść do innych pseudo fundacji, wmawiając że to właśnie ta (tak czytałem na blogach). Ja też wybrałem właśnie to miejsce a nie Pinnawale, ponieważ o tym drugim naczytałem się złych opinii. Po wizycie tutaj zrozumiałem że dokonałem słusznego wyboru. Na miejscu jest kilka programów. Najdroższy to 5000rupi bez lunchu (1000rupi dodatkowo ale lepiej zjeść w knajpie przy drodze po wyjściu). Program ten nie obejmuje jazdy na słoniu za to jest 40 min spaceru, kąpanie słonia, karmienie i takie tam. W pozostałych tańszych programach jest jazda na słoniu. Na szczęście odbywa się ona na oklep a nie w drewnianym siodle, które ranią słonia. Naprawdę słonie tutaj są dobrze traktowane. I choć atrakcją nie tania to przynajmniej wiadomo że się tym słoniom jakoś pomaga.
Podczas drogi powrotnej mamy zagwarantowaną wizytę w Spice Garden i fabryce herbaty. Jedno drugie naprawdę ciekawe. Ogrody przypraw odpuszczałem podczas innych tripów bo myślałem że to średnio ciekawe i się myliłem. W oby przybytkach można zakupić zarówno herbaty jak i różnego rodzaju specyfiki lecznicze z tychże przypraw i drzew ale tanio nie jest :) herbatkę lepiej kupić w sklepie w centrum miasta 4 razy taniej :) tą samą :) specyfików nie widziałem ale pewnie też ;)
Wracamy do miasta na tyle wcześnie że można jeszcze się poszwendać. My wieczorem poszliśmy do Świątyni Białego Buddy. 30 min z centrum na piechotę pod górkę. O dziwo za darmo i wieczorem można trafić na czas modlitwy. Bardzo fajne doświadczenie (my byliśmy tam ok 20ej).

Transport do następnego miejsca

Rano jedziemy na stację (tuktuk 150rupi). Kupujemy bilet na 2 klasę pociągu do Ella. Ma to być jedna z głównych atrakcji na Sri Lance. Stary pociąg i jedna z najpiękniejszych (według innych źródeł najpiękniejsza) trasa kolejowa na świecie- plantacje herbaty, lasy, wodospady… może i tak, ale pociąg jest krótki, połowa wagonów jest zarezerwowana dla zorganizowanych wycieczek, na stacji stoi tłum białych turystów spragnionych tych właśnie widoków. Jakimś cudem udaje nam się wepchać do środka, ale w ostatniej chwili dochodzimy do wniosku że z miejsca przy toalecie, w tłumie jaki można porównać z pociągow nad Hel w czasach komuny w PL i tak nie skorzystamy. Tym bardziej że podróż ma trwać 6 do 8 h !!! Wysiadamy… nie jedyni :) jest tego towarzystwa kilkadziesiąt osób… dogadujemy się z parą Węgrów i w 4 h wygodnym Vanem dojeżdżamy na miejsce. Z kolei jeszcze będzie okazja skorzystać (o tym później). Van z kierowcą kosztuje nas 15000rupi (trochę drogo ale daliśmy się Węgrom namówić bo nie chcieliśmy tracić czasu). Znalezienie vana nie jest żadnym problemem bo miejscowi wiedzą że tacy jak my potrzebują innego środka transportu ;)
Można też dojechać taniej busami między miastowymi, ale z dwiema przesiadkami po drodze. Najpierw byłem przekonany że to ściema żeby brać vana, ale później ktoś komu nie zależało nam to potwierdził.
Dla zainteresowanych bilet na całą trasę Kandy- Ella w 2 klasie kosztuje 240rupi. Pierwszy pociąg jest o 8.47, później jest po 11ej i następne też są… ten o 8ej jest najbardziej oblegany ale pozostałe zapewne też puste nie jeżdżą. Gdzies w necie trafiłem na info że o 3.30 rusza pociąg który ma tylko 3 klasę i jedzie pusty a widoki zaczynają się akurat jak zaczyna świtać, ale nasz host powiedział że to jest pociąg pospieszny i nie zatrzymuje się tam gdzie my potrzebujemy. Nie sprawdziliśmy…

Ella (dzień 6 - 7)

Nocleg

Kwaterka- spoko, w dobrej lokalizacji ale w tej cenie na pewno można znaleźć coś lepszego. Łazienka trochę zagrzybiona, brak ręczników i nawet kosza na śmieci w pokoju. A cena najwyższa ze wszystkich na Sri Lance.

W okolicy

Wisienka na torcie wyjazdu :) rano bierzemy tuk tuka. Najtaniej jak dało nam się startować to 5000rupi. My ruszyliśmy ok 13 dopiero ale warto wcześniej. Najpierw Lipton Seat, później wodospad Diyaluma - 3ci najwyższy na wyspie 220m., a na koniec wodospad Rawana tuż obok Elli. Ten ostatni ze względu na to że późno zaczęliśmy oglądamy już jak się robi ciemno. Nie mniej jednak cały dzień są takie widoczki że aż chce się następnego dnia powtórzyć :) sama trasa między tymi miejscami jest wyjątkowo urokliwa i zróżnicowana. Naprawdę jest bajecznie.
Po powrocie znowu szwendanko, chociaż wioska nie dużo i szwendać nie ma się za bardzo gdzie ;) ale jest mnóstwo barów, restauracji lepszych i gorszych.
Bardzo dobre jedzenie, o czym mogą świadczyć tłumy, a czasami kolejki do wejścia, są w Chilli Cafe w centrum wioski. Piwko, fajna muzyka i klimacik jest z kolei bardzo fajny w pubie Ellament przy skręcie z głównej drogi w stronę stacji kolejowej.
Jeśli miałbym drugi raz planować trasę po Sri Lance, to na pewno spędziłbym tu 2 dni więcej.

Transport do następnego miejsca

Następnego dnia rano pociąg do Nuwara Eliya- to ten sam którym mieliśmy jechać tylko w drugą stronę. Pierwszy rusza po 6ej, następny o 9.23 i ten wybieramy, kolejne po 10ej, 11ej itd. Ludzi też sporo ale nie tak jak w tamtą stronę, podróż krótsza bo 2,5h i cena 110rupi. Nie ma natomiast co kupować klasy 2 bo i tak się do niej nie zmieścimy na miejsca siedzące. Lepiej kupić klasę 3 za 60 rupi. My stanęliśmy w drzwiach i było spoko. Czasami do póki konduktor nie opieprzył siadaliśmy sobie w drzwiach z nogami zwisającymi i tak podziwialiśmy widoki. Lepiej usiąść (jadąc z Ella!) po prawej stronie bo widoczki są lepsze. Mi te 2h całkowicie wystarczyły. 8h już chyba bez względu na widoczki wspominał bym gorzej, szczególnie w takim tłumie. Swoją drogą nasz host z Kandy dziwił nam się że chcemy jechać cała tą trasę bo uważał że właśnie z Nuwara Eliya do Ella są najlepsze widoki.
Dzisiaj będąc mądrzejszym o swoje doświadczenie zrobiłbym to inaczej… z Kandy pojechałbym do Nuwara Eliya busem lub vanem a później pociągiem (już trochę luźniejszym bo część ludzi wysiada po drodze) do Ella. Dlaczego? bo później jadąc nad morze do Mirisy z Nuwara Eliya i tak przejeżdżamy przez Ella. W ten sposób możemy zaoszczędzić kilka godzin w transporcie na cofaniu się w miejsca w których byliśmy. Jeden minus- jak się wysiada do busa do Mirisy w Ella to dłuższy czas może nie być miejsca siedzącego a to jeszcze 4h drogi (z Nuwara Eliya do Mirisy 6,5h)

Nuwara Eliya (dzień 8 - 9)

Nocleg

Kwatera- najfajniejsza na Sri Lance 3250rupi za noc w dużym pokoju, w pięknym dużym domu. Czysto i przemiło. Mają różne opcje pokoi, reszta droższa od naszego… Lokalizacja jakieś 10 min od centrum na piechotę (150rupi tuk tuk). Podobno najwyżej położony guest house na Sri Lance. Na zboczu najwyższego szczytu i faktycznie nie wiele domów było nad nim :)

Adres: wszystkim na zdjęciu
Cena za dobę: 74zł/ dwójka/ noc

W okolicy

Ok południa dojeżdżamy pociągiem do stacji kolejowej, która jest ok 10km od Nuwara Eliya. Tuk tuk kosztuje nas kolejne 500 (ciężko zejść z ceny niżej)
Co do miasta, to mnie osobiście rozczarowało i wolałbym ten czas spędzić w Ella albo nad morzem.
Pierwszego dnia zaraz po przyjeździe jedziemy z gościem, który nas zgarnął ze stacji, na wycieczkę 4h po okolicznych wodospadach. Mnie żaden z nich nie urzekł a kosztowało to 4500rupi na dwóch. Pewnie można znaleźć taniej bo tu jechaliśmy busem i było dwóch gości do podziału kasy- przewodnik i kierowca. Przewodnik swoją drogą przesympatyczny- to ten który nas ze stacji zawiózł do kwatery swojej siostry. Ale nie zmienia to faktu że drogo.
W Nuwara Eliya jak dla mnie nie bardzo jest co robić. Można pójść nad jezioro, można połazić po okolicznych górach, jest też park Viktori w centrum miasta za 300rupi i to choć też słaba to chyba największa atrakcja,,, chyba że ktoś lubi wyścigu konne i grę w golfa ;) jedyne co warto to pojechać do Parku Narodowego RówninHortona, aby zobaczyć las mglisty, ale wstęp kosztuje 30$ a do tego trzeba doliczyć transport. My stwierdziliśmy że wolimy zobaczyć las mglisty na Borneo i odpuściliśmy.
Warto dodać że w miasteczku w dzień jest ciepło, jak wszędzie na Sri Lance ale zaraz po zachodzie słońca temperatura spada do poniżej 10 stopni i jest naprawdę zimno.

Tak więc jak kto woli… ja bym wysiadł tu z busa, ewentualnie przenocował w zależności od pory przyjazdu a następnie wsiadł w pociąg do Ella...

Transport do następnego miejsca

Następnego dnia rano z dworca autobusowego w centrum (jedynego) o 7:50 jest bus nad morze. Podobno są też o 7 i 9 ale to nam powiedział przewodnik a na dworcu tego nam nie potwierdzono. Koszt 350 rupi, czas ok 6h.

Mirissa (dzień 10 - 11)

Nocleg

Our world hotel- Nasz guest house jest w idealnym położeniu, mniej więcej po środku plaży i 2min od niej a jednocześnie na tyle daleko od głównej ulicy że nie dochodzą z niej hałasy.

Adres: Our World Mirissa
Cena za dobę: 50zł/ dwójka/ noc

W okolicy

Bardzo fajna surferska mieścina. Co prawda jej minusem jest według mnie to że wzdłuż niej oraz plaży przebiega normalna główna ulica. Jednak jeśli chodzi o samą plaże ma bardzo fajny piasek i jest w miarę szeroka (w porównaniu z następnymi).
Z Mirisy można zrobić sobie jednodniowe tripy do większości miejsc na Sri Lance.
Z Mirissy też najlepiej popłynąć na oglądanie wielorybów. Można też to zrobić z następnych miejscowości ale jest drożej i dalej bo to właśnie w okolicach Mirisy startują łodzie bo stąd jest najbliżej. Koszt 6000 rupi, czas od rana ok 6ej do południa
Stojąc twarzą do morza na końcu po prawej stronie jest dobre miejsce gdzie można się pouczyć surfowania. Jest też oczywiście możliwość wypożyczenia deski i za opłatą wzięcia profesjonalnej lekcji surfingu. W tej części plaży odbywają się też wieczorem imprezy. Podobno przyjęte jest że ta część plaży na lewo jest spokojniejsza i to te okolice wybierają raczej rodziny z dziećmi. Na prawo jest bardziej imprezowo.

Transport do następnego miejsca

Następnego dnia wieczorem przenosimy się do następnej wioski- Unawatumy. Nad morzem busy zatrzymują się tylko na wyznaczonych przystankach ale ten jest 200m od guest house’u. Przejazd kosztuje 50rupi i trwa 40 min. Wysiada się przy skrzyżowaniu z ulicą która prowadzi wzdłuż plaży przez całą wioskę. Do naszego hotelu idzie się 15min. Można też wziąć tuk tuka za 200rupi. Tu ceny za tuk tuki niestety trochę wyższe.

Unawatuma (dzień 12)

Nocleg

Guest house, który wybraliśmy był chyba najfajniejszy ze wszystkich do tej pory. Stanowczo polecam. Idealna lokalizacja (na plaże 4min), przesympatyczna rodzina, taras w pokoju a z tarasu widok na świątynię która jest obok. Przynajmniej z naszego ;p

Adres: Hansa Villa
Cena za dobę: 65zł/ dwójka/ noc

W okolicy

Kolejna nadmorska mieścina. Mniejsze możliwości dla surferów i według mnie brzydsza choć na szczęście nie tak wąska jak następna plaża. Piasek już nie taki miły i jasny jak w Mirisie. Jednak sama wioska, a dokładnie jej przy plażowy (czyli ten co nas najbardziej interesuje) kawałek dużo fajniejszy bo przez całą wioskę wzdłuż plaży ciągnie się tylko mała ulica, która jest jednocześnie deptakiem. Jeżdżą co prawda tędy samochody i tuk tuki ale jest ich mniej i jeżdżą wolniej.
Można też przejść lub pojechać tuk tukiem za 500rupi na Jungle Beach- dużo spokojniejsza i ładniejsza z fajnym piaskiem. Można też tu dobrze zjeść i się napić chociaż knajpa jest tylko jedna :) my właśnie tam spędziliśmy swój plażowy dzień.
Przy głównym deptaku bliżej głównej drogi, ale nie tuż przy niej, jest fajna knajpa. Za 350rupi masz bardzo zróżnicowany bufet curry i jeszcze ile chcesz. Są to oczywiście opcje wege. Ale w ofercie mają też wszelkie owoce morza za bardzo przyzwoite pieniądze, więc można dodatkowo domówić. Nazywa się to Mati Gedara Restaurant i bardzo polecam.

Galle (dzień 13)

W okolicy

Do Galle jeżdżą co chwila autobusy z głównej drogi. Koszt 20rupi, czas 15min. Warto tu wpaść bo jest to miasteczko inne niż wszystkie inne na Sri Lance. Widać tu wpływy holenderskie. Nie wiem co prawda czy tak samo fajna jest część poza starówką i okolicami fortu, ale na te wystarczy tu 3h żeby się poplątać po uliczkach. Można też w wielu miejscach wypożyczyć rower za 200rupi/godzinę, ale nie wiem czy jest sens bo teren raczej nie duży.

Transport do następnego miejsca

Wracamy do Unawatumy ok 15ej po plecaki i ruszamy do ostatniego punktu- Hikkaduwy. Busy z głównej drogi co chwila- trzeba łapać te, które jadą do Colombo. Koszt pewnie ok 50rupi ale nie wiem na pewno bo my sobie pozwoliliśmy na tuk tuka- 1200rupi, 40min.

Hikkaduwa (dzień 14)

Nocleg

Bardzo fajny Guest House blisko plaży.

Adres: Best Lanka Holidays Couple friendly. Couples like what this property has to offer
Cena za dobę: 43/ dwójka/ noc

W okolicy

Niby surferska mieścina, oczywiście co za tym idzie trochę hipsterska ale niestety znowu ciągnąca się wzdłuż głównej drogi. Do tego plaża w zasadzie nie istnieje na głównym jej odcinku, bo jest bardzo wąska , cały czas podmywana sporymi falami a na pozostałym jej pasku są porozkładane przyhotelowe leżaki i parasolki… za to warunki do surfowania super :) trochę dalej w prawo za pierwszym cypelkiem jest za to kawałek plaży, bez tych wcześniej wymienionych atrakcji, dużo szersza i przypływają tam spore żółwie. Tam też zaczyna się fajna rafa i za 30$ (a można pewnie taniej) można wypłynąć na godzinę łodzią w głąb morza podglądać podwodny świat :)
Na wysokości tej plaży są też dwa sklepy z alkoholem, których nie doświadczyliśmy w poprzednich nadmorskich mieścinach (co nie znaczy że ich nie ma)

Transport do następnego miejsca

Droga z Hikkaduwy do Colombo zajmuje ok 4h. Najpierw bus taki jak wszystkie do tej pory, jadący 3h (300rupi) do Colombo. Później trzeba wysiąść w okolicy fortu i poprosić o wskazanie przystanku autobusu 187. Tym busikiem w 40min za 150rupi jesteśmy na lotnisku.
My ruszamy wcześnie rano ok 7ej z Hikaduwy aby ok południa być na lotnisku (po drodze na dworcu przesiadkowym zjedliśmy śniadanie)

Colombo (dzień 15)

W okolicy

Tylko przesiadka na lotnisku.

Transport do następnego miejsca

Można wrócić do domu... ale po co? my lecimy do Indii :)
Bilet kupiony jeszcze w PL ale chyba nie ma sensu tego robić za wcześnie bo ceny jakby nie rosną...

Ćennai (dzień 15)

Nocleg

Guest House typowo indyjski. Łazienka z ciepłą wodą i, czysta pościel. Mieliśmy tylko nieszczęście mieć nie za cichych sąsiadów w pokoju, ale to nie wpływa na pozytywną ocenę. Plusem było to że check in mieliśmy o 23.30 i od tej pory liczyło się 24h więc nie musieliśmy rano się zwijać. Następnego wieczora zaś, jak powiedzieliśmy że wymeldujemy się o 11ej to dostaliśmy cenę o połowę niższą (wcześniej musieliśmy 'postraszyć’ że znaleźliśmy coś tańszego i się przenosimy ;) .
Niestety zgubiłem wizytówkę a zdjęcie jej sie nie zachowało :( Znalezienie jednak czegokolwiek nie powinno stanowić problemu.

W okolicy

Lądujemy ok 15ej. Formalności całkiem sprawnie idą bo nie ma dużego ruchu (przynajmniej wtedy) na lotnisku.
Następnie trzeba dostać się do centrum. Naszym celem była główną stacja kolejowa, bo chcieliśmy tam kupić bilety na całą podróż. Jednak okazało się że w niedzielę punkt rezerwacji dla turystów (jest specjalna pula biletów zablokowana dla przyjezdnych) jest nieczynna. Na szczęście w specjalnych punktach na większych stacjach (każdy Wam wskaże drogę) kupiliśmy później wszystkie bilety, które potrzebowaliśmy.
Do centrum Chennai można się dostać na kilka sposobów- taxi 600rupi, pociąg, metro albo Uber. Tego ostatniego można nie mając internetu zamówić w budzie po wyjściu z hali przylotów. Nie trudno nie zauważyć, ale my trafiliśmy na takowy dopiero przy wyjściu z hali przylotów 'domestic flights’. Wszystko odbyło się bardzo sprawnie. Płatność gotówką, 280rupi, 30min. Kolejką lub metrem można dojechać do stacji Park, na która od głównej stacji kolejowej jest 500m. Nam zależało na czasie dlatego Uber. Poza tym wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że stacja Park będzie tym czego szukamy.
W Chennai na pewno jest coś do zobaczenia. My chcieliśmy zobaczyć świątynię hinduistyczną. Można też zobaczyć bazylikę św. Tomasza z grobem apostoła i fort św. Jerzego, chociaż nawet w przewodniku piszą że miasto nie ma wiele do zaoferowania. My mimo że coś zobaczyć chcieliśmy, to jednak miasto jest duże a nasze możliwości czasowe były ograniczone. Zależało nam żeby jeszcze tego dnia dojechać do Puducherry, a wiedziałem że ostatni pociąg jest o 18.10 (na dworcu okazało się że jest jeszcze o 20ej) a jedzie się ok 3h (75rupi).

Transport do następnego miejsca

Aby dojechać do Puducherry, należy że stacji Park (każdy wskaże drogę jeśli wylądowaliśmy na stacji centralnej) podjechać za 10rupi, jeden przystanek, do stacji Chennai Egmore. Stąd odjeżdżają pociągi do Puducherry.
Pociąg o 18.10 jedzie tylko do Puducherry- to jest po prostu stacja końcowa więc nie sposób ją przegapić ;)

Po dojechaniu na miejsce bierzemy motoriksze (tak się tu nazywa tuktuk, choć nie w całych Indiach tak ten wehikuł nazywają) i za ok 200rupi szukamy noclegu, co łatwe nie jest, bo przyjeżdżamy do Indii 14.01 czyli w wigilię ich dużego święta - Pongal. Większość hoteli i guest house'ów jest pełna i jest drogo. Wreszcie trafiamy coś w miarę przyzwoitego. Noclegów najlepiej szukać w okolicach White Town- to tam jest centrum. White Town- jest oddalone od dworca o ok 2km. Nasz guest house jest dokładnie w połowie drogi między dworcem a White Town i jest to rozwiązanie idealne

Pondicherry (Auroville) (dzień 16 - 17)

Nocleg

j.w

W okolicy

Rano bierzemy motoriksze i jedziemy do Auriville. Koszt w jedną stronę to 300rupi i nie da się wynegocjować mniej. Po przyjechaniu na miejsce widzimy tabliczkę ze stałym cennikiem na tej trasie więc faktycznie tak jest (czas 30min).
Auroville to wioska oddalona od Pondicherry o 10km. Nie będę się o niej rozpisywał, bo Ci co wiedzą co to za miejsce nie potrzebują tłumaczenia a Ci co o nim nie słyszeli powinni tam pojechać wcześniej czytając co nie co w internetach. Bardzo ciekawe miejsce założone przez Sri Aurobindo, którego dom z grobowcem na dziedzińcu znajduje się w centrum Pondicherry, i jest jedną z głównych atrakcji tego miasta.
W Auroville jest sporo guest house'ów i można się tam zatrzymać na dłużej. My mieliśmy wstępnie taki plan ale dobrze że go nie zrealizowaliśmy. Oczywiście jeśli ma się więcej czasu, to fajnie tam odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku. Oczywiście jeśli przyjechało się tam w celu zgłębienia nauk Sri Aurobindo- to też ;) jednak poza tym że jest to ciekawe miejsce, trochę mnie rozczarowało. Po tym co o Auroville czytałem, spodziewałem się że przyjadę do spokojnej wioski, gdzie ludzie żyją na trochę innych zasadach (patrz internet), a tłum turystów niestety zaburzył moje wyobrażenie. Nie mniej jednak, warto o tym miejscu się czegoś dowiedzieć a następnie je odwiedzić.
Po południu jedziemy na Auro Beach, która jest po drodze do Pondicherry. Niestety jednak długo tam nie bawimy bo plaża jest brudna jak cholera i przebywanie na niej jest średnio przyjemne. Stamtąd do Pondicherry 220 rupi rikszą.
Popołudnie w Pondicherry to spacer uliczkami Pondi, a dokładniej White Town czyli samego centrum Pondicherry. Warto zwiedzić tam jedną piękna świątynię i wspominany już dom Śri Aurobindo wraz z jego grobowcem (i grobowcem 'matki’ ,która jest tak samo ważna w tej historii).
Pondicherry to bardzo przyjemne, czyste jak na Indie, miasteczko z lekko francuskim klimatem. Jest tu sporo restauracji i kawiarenek na dobrym poziomie.
Nie mniej jednak jeden dzień na Auroville i Pondi całkowicie wystarczy, o ile Auroville traktuje się oczywiście jako atrakcję turystyczną a nie miejsce na medytacje.
My jednak spędzamy tam dwa dni ponieważ już wcześniej mamy zakupione bilety na pociąg dnia następnego wieczorem. Dlatego drugiego dnia w zasadzie powtarzany program. Można ten dzień przeznaczyć na Mahabalipuram. W tym celu albo trzeba wstać wcześnie rano i pojechać tam busem (ok 3h w jedną stronę) albo to miejsce 'zrobić’ po drodze z Chennai. W takiej sytuacji należy namierzyć w Chennai dworzec autobusowy, i dojechać tam busem (ok 2,5h) a następnego dnia rano albo tego samego wieczorem ruszyć do Pondi (kolejne 3h).

Transport do następnego miejsca

Wieczorem o 23.58 mamy nocny pociąg do Maduraj. Bilet kupiony wcześniej poprzez polskie biuro India Adventure, o którym już wspominałem.
Pociąg do Maduraj nie odjeżdża jednak z Pondi tylko z Viluppuram.
Viluppuram to miasto oddalone od Pondi o 40km. Jednak niech nie zwiedzie Was odległość. Aby się tam dostać trzeba dojechać autobusem i wbrew pozorom podróż ta nie będzie trwała godzinę albo półtorej tylko niestety ok 3h.
Autobusy do Viluppuram odjeżdżają z dworca położonego ok 1,5 km od hotelu i 2 km od White City (riksza 60rupi/ bus 40rupi). Odjeżdżają co 15/20 min całą dobę (w nocy trochę rzadziej). Pociągi na tej trasie tez jeżdżą ale w godzinach, które nie bardzo odpowiadają jeśli jedziemy na ten nocny pociąg, bo przyjeżdżają tam wcześnie, a w Viluppuram nie ma kompletnie co robić.
Warto śledzić trasę autobusu na Google maps żeby wiedzieć gdzie wysiąść. A wysiada się na drodze tuż obok dworca w Viluppuram.

Maduraj (dzień 18)

Nocleg

Noc w pociągu Maduraj- Kollam

W okolicy

Do Maduraj dojeżdżamy o 6ej rano. Na szczęście jest to ostatnia stacja tego pociągu więc nie trzeba się martwić o to ze sie zaśpi. Bagaże zostawiamy na dworcu (15rupi/szt/doba… przechowalnie są na każdym nawet najmniejszym dworcu w Indiach).
O 7 rano miasto dopiero budzi się do życia wiec nie bardzo jest co robić. Kasy biletowe dla turystów też się otwierają dopiero o 8ej. Po wyjściu z dworca jak sie skierujemy lekko na prawo w pierwsza uliczkę (najlepiej sie posłużyć Google Maps) trafiamy do fajnej restauracji o nazwie Sree Sabarees z pysznym Thali- stanowczo polecam. Następnie wracamy 3 min na dworzec zakupić wszystkie potrzebne nam bilety na pociągi nocne.
Ok 9 jedziemy rikszą za 140rupi do Muzeum Ghandiego. Całkiem ciekawe, chociaż jak to w Indiach bywa nie wieje świeżością ;) wstęp tutaj bezpłatny, trzeba płacić 50r za robienie zdjęć w środku.
Później wracamy w okolice dworca, bo to właśnie tam toczy sie głwnie życie w Maduraj oraz w tamtych okolicach jest jedna z najważniejszych świątyń- Minakszi.
Nie ma sensu do niej jednak wchodzić w ciągu dnia chociaż co prawda wstęp jest bezpłatny. Wieczorem o 20 zaczynają sie tam jakieś obrzędy i wtedy jest najlepsza pora na odwiedziny tutaj.
Jeśli w ciagu dnia pokręcimy sie chwile w okolicy bramy do tej świątyni, tej która jest od strony dworca najbliżej, to zapewne dopadną nas naganiacze do pewnego sklepu z pamiątkami, z którego dachu jest fajny widok na okolice. Chociaż zazwyczaj nie daje sie mnie namówić, tym razem sie skusiłem i nie żałuje- widoczek naprawdę fajny, również wieczorem. Właściciele są bardzo sympatyczni a kupić wcale nic nie trzeba i chociaż zmuszeni będziemy choćby z grzeczności obejrzeć co maja nam do zaoferowania, to nie są nachalni w próbie wciśnięcia nam czekogolwiek.
Poza tą świątynia jest jeszcze jedna, Rameswaram, kawałek od centrum. My ja odpuściliśmy ale chyba w sumie można było do niej pojechać, bo poza tym i szwendaniem sie po uliczkach pełnych sklepów ze wszystkim i z niczym, w Maduraj nie ma co robić i jeden pełny dzień tam stanowczo wystarczy o ile nie jest to za długo.

Transport do następnego miejsca

Nocny pociąg do Kollam (z tej samej stacji, na którą rano przyjechaliśmy). Odjazd 23.15, przyjazd planowo 9.10. Koszt 320 rupi.
O pociągach w Indiach, ich klsach i kupowaniu biletów zostało już napisane tak dużo i tak dobrze, że nie ma sensu zaśmiecać internetu kolejnymi prawie kopiami tych informacji.

Kollam (dzień 19)

Nocleg

nocleg po dojechaniu do Alleppey (Allapuza)

W okolicy

Do Kochin dojeżdżamy prawie planowo ok 9.30. Wysiadamy na dworcu i za jakieś 80 rupi jedziemy najpierw do knajpy coś zjeść, a poźniej nad morze. Niestety jednak plaża w Kochin jest brudna i obrzydliwa więc w miarę szybko wracamy po plecaki i jedziemy na dworzec autobusowy (riksza 120rupi) i uciekamy do Alappuzha. Dzisiaj zrobiłbym to od razu :)
Podobno na południe od Kollam (poprzednia stacja) jest miejscowość Varkala, gdzie jest dużo ładniej, ciekawiej i plaża jest ładna a turystów brak. My jednak pojechaliśmy w druga stronę bo taki był nasz kierunek. Nie mniej jednak pociąg w tej miejscowości sie zatrzymywał i można było tam wysiąść i tam spędzić dzień. Ale kto wiedział ;)

Transport do następnego miejsca

Bus do Alappuzha- Koszt 50rupi, czas 3h, autobusy co mniej niż 1h. Wysiadamy w centrum i do naszej chatki na plaży bierzemy riksze za 120rupi. Do przejścia byłoby ok 4km wiec nie ma co sie męczyć ;)

Alappuzha (dzień 19 - 21)

Nocleg

Guest House to ratanowe chatka na plaży. Jest to przybudówka do domku.
Jeśli lubicie na plaży być sami i słyszeć szum fal zasypiając to jest to miejsce idealne :) Rosjanie mieszkańcy w tym domku murowanym, mówili że czasami rybacy rano i wieczorem hałasują ale nam nie było dane doświadczyć. Niemniej jednak uważam ze to super miejsce. Co prawda do centrum Allapuza trzeba iść ok 3km albo dojechać rikszą za 80/100rupi ale warto.

Adres: Alleppey Beach Homestay
Cena za dobę: 42/ os domek/ noc

W okolicy

Pierwszy dzień w Allapuza spędzamy na rekonesansie i odpoczywaniu. Mieliśmy trochę dosyć gonienia dlatego postanowiliśmy jeden dzień odpuścić. Plaża publiczna w Allapuza jest brudna, ale kilka km obok można pojechać na plaże dla turystów która jest zupełnie inna. My mając swój kawałek plaży przy chatce tego nie potrzebowaliśmy.
W centrum przy samej plaży jest knajpa Cafe Catamaran- dobre jedzenie, super obsługa, fajna muzyka, czasami nawet na żywo. Jeśli jednak chcecie sie napić piwka to tutaj alkoholu nie sprzedają. Warto tu jednak wpaść.
W centrum Allapuzy jest też India Cafe, gdzie zawiezie Was każdy rikszarz, a jedzenie jest bardzo tanie i dobre.
Do Allapuza przyjeżdża sie przede wszystkim dla Backwaters i pływania po tych kanałach w jednej z łodzi, podziwiając widoki i życie ludzi mieszkających przy tych kanałach. To jest nasz drugi dzień.
Opcji do wyboru jest 4:
1. Najdroższa, to spędzenie pełnej hotelowej doby na dużej łodzi, przerobionej na domek, ze wszelkimi wygodami. Koszt to ok7000 rupi z wyżywieniem. Łodzie te startują ok 11ej z przystani i pływają cały dzień. Minusem jest to ze ze względu na rozmiar nie mogą wpływać do mniejszych kanałów. Poza tym ok 18ej łodzie te cumują w portach, aby rybacy mogli rozpocząć swoją prace i stoją zacumowane do rana.
2. Łodzie mniejsze, kilkuosobowe to opcja nieco tańsza. Mogą pomieścić do 8osob a koszt ich zaczyna sie od 500 rupi za godzinę. Przy 6h schodzą bez problemu do 400/h czyli 2400rupi (przy 2 osobac). Tymi łodziami już łatwiej wpływać do mniejszych kanałów. Co ważne, większość z tych łodzi ma tylko dwie leżanki na przedzie, a reszta miejsc to ratanowe fotele ustawione za tymi łodziami. Niemniej jednak jeśli jest Was dwoje to możecie za tą kwotę być na takiej łodzi sami. Prawdopodobnie przy większej ilości osób cena może trochę wzrosnąć. W tej cenie nie ma żadnego posiłku, ale Wasz kierowca zacumuje przy jednej z wielu restauracji jeśli zgłodniejecie.
3. Następna opcja to kajaki i inne małe łódki. Zazwyczaj też ma sie przewodnika który albo wiosłuje albo ma mały silniczek i pływa tymi kanałami. Komfort mniejszy ale znowu można wpływać do jeszcze mniejszych kanałów. Ceny nie znam ale na pewno tanie niż opcja 2.
4. Opcja bardzo niskobudżetowa- prom publiczny. Za 40 rupi można popłynąć do Kollam i za tyle samo wrócić. Czas trwania rejsu to ok 3 /4h w jedna stronę. Minus jest taki ze nie każdy będzie siedział przy oknie w takiej łodzi- kto pierwszy ten lepszy a lokalsi tez wolą przy oknie ;)

Z opcji powyżej my wybraliśmy drugą, chociaż na początku planowaliśmy pierwszą. Bardzo sie jednak cieszymy z wyboru bo te 6h całkowicie wystarczyło, a mimo wszystko wyszło prawie 2 razy taniej (trzeba brać pod uwagę koszt noclegu i jedzenia).
Nie ma sensu bukować takich łodzi w biurach i hotelach. Najlepiej ok 8ej rano pojechać do przystani i chodząc od łodzi do łodzi, oglądać je i wybrać na miejscu. My przeszliśmy prawie całą przystań i dopiero pod koniec coś wybraliśmy. Im później tam się zjawimy tym mniejszy wybór, jednak my byliśmy w szczycie sezonu i ok 8.20 mieliśmy pełen wybór bo byliśmy jedni z pierwszych.
Do przystani z naszego hotelu dojeżdża sie za 100rupi.

Transport do następnego miejsca

Ok 15 przypływamy z powrotem i rikszą jedziemy po plecaki, a następnie na dworzec. Śmiało jednak można było wziąć plecaki ze sobą rano, bo na łodzi było na nie miejsce.
Bus do Kochin kosztuje 60rupi i jedzie ok 3h.

Kochin (dzień 21 - 22)

Nocleg

Najlepsze miejsce do zakwaterowania w Kochin to dzielnica Fort.
Nasza kwatera jednak mimo tego ze obsługa była miła i pomocna, nie jest warta polecenia z powodu niezbyt czystego pokoju. Na pewno można znaleźć coś fajniejszego w tej cenie w tej okolicy. Niech Was nie zmylą tylko dobre opinie na booking.com
Z dworca do dzielnicy Fort jest kawałek drogi dlatego trzeba sie liczyć z wydatkiem na riksze ok 150/200 rupi.

Cena za dobę: 46zł/ dwójka/ noc

W okolicy

Bardzo już turystyczne miasto. Ceny w związku z tym w knajpach też wyższe, szczególnie w dzielnicy Fort, ale da się też znaleźć coś w Indyjskich cenach.
Kochin to kolejne miasto, które niestety mnie nie zachwyciło. Dzielnica fort wieczorem jest przyjemna i fajnie nią pospacerować, ale tylko tyle. Większość atrakcji, które opisuje przewodnik da sie objechać rikszą za 200 rupi w 2h łącznie z obowiązkowymi przystankami w różnych sklepach z pamiątkami i przyprawami. Jednak żadna z nich nie zrobiła na mnie wrażenia. Trzeba jednak brać poprawkę na to ze ja za miastami i ich architektonicznymi atrakcjami nie przepadam, chyba ze coś naprawdę zwala z nóg ;)
Uważam ze jeden dzień z noclegiem całkowicie tu wystarczy.

Transport do następnego miejsca

W jednym z biur, których w tętniących życiem uliczkach jest kilka, jeszcze poprzedniego dnia wieczorem po przyjeździe, kupujemy bilety na następny dzień, na autobus nocny do Mysore. Niestety nie jest to autobus sypialny tylko zwykły, aczkolwiek w miarę komfortowy i da się pospać. Czas przejazdu 8h, koszt 1550 rupi. Można kupić samemu w necie jak się wie co, zaoszczędzić można w ten sposób 150 rupi.
Autobus odjeżdża ok 23 z przystanku na który trzeba pojechać rikszą za kolejne 300rupi (drożej bo nocna taryfa).

Mysore (dzień 23)

Nocleg

Nocleg w Bangalore.

W okolicy

Wisienka na torcie wyjazdu. W zasadzie głownie z powodu pałacu maharadży, będącego wizytówką miasta.
Dojeżdżamy do Mysore ok 7 rano. Stąd rikszą jedziemy na dworzec, z którego będziemy wieczorem jechali dalej. Kupujemy bilet, potrzebny jednemu z nas, bo dzisiaj sie na 2 dni rozstajemy.
Po zakupie biletów i śniadaniu, na które zawiózł nas rikszarz, którego złapaliśmy po opuszczeniu busa, ruszamy pod miasto, na wzgóre Camundi, do świątyni Śri Camundeswari.. Następnie odwiedzamy jeszcze kilka ważnych i mniej ważnych punktów w mieście, a kończymy pod pałacem. Cała ta ok 3 może 4h przejażdżka kosztuje nas 400rupi.
Wejście na teren pałacu jest bezpłatne ale wejście do środka już kosztuje. Pierwsza cześć to 50rupi, ale żeby wejść do całkiem ciekawego muzeum trzeba już zapłacić 280rupi (to cena dla turystów oczywiście bo Hindusi płacą mniej).
Warto jednak wydać te pieniądze bo pałac naprawdę robi wrażenie. Szczerze mówiąc przed pierwszym wyjazdem do Indii wyobrażałem sobie że takich budowli będzie w Indiach dużo, tymczasem to była pierwsza tak pokaźna.

Transport do następnego miejsca

Wieczorem udajemy sie na dworzec, skąd ruszamy każdy w swoją stronę…
1. Mój przyjaciel jedzie nocnym pociągiem o 19.00 do Hospet skąd ma już tylko kilka km do Hampi. Tam nocuje, zwiedza oczywiście co jest do zobaczenia i następnego dnia rano rusza do Badami, skąd znowu wieczorem nocnym busem dociera na Goa.
2. Ja, jako ze Hampi widziałem kilka lat wcześniej, jadę tym samym pociągiem ale krócej, bo tylko 3h do Bangalore. Koszt pociągu 140rupi. Po dotarciu na miejsce biorę uber’a (był 2 razy tańszy niż riksza) i jadę do bardzo przyzwoitego hotelu się przespać (koszt 110rupi)

Bangalore (dzień 24)

Nocleg

Hotel w dobrej lokalizacji, bardzo czysty i przyjemny. Stanowczo mogę go polecić.

Adres: OYO 8476 Garden Comfort
Cena za dobę: 35/ 1os/ noc

W okolicy

W Bangalore mam tylko kilka godzin, bo ok 15 muszę już być na lotnisku.
Posłuchałem sie przewodnika i postanowiłem odwiedzić dwie najważniejsze atrakcje, czyli świątynie Byka i świątynia Słoniogłowego Ganesi.
Jeśli to są najważniejsze rzeczy, jakie ma do zaoferowania Bangalore, to polecam omijać to miasto szeroki łukiem ;) świątynie ani nie spektakularne ani nie duże…
Ja musiałem się tu znaleźć, bo stąd miałem lot na Goa, jednak naprawdę odradzam wizytę w tym mieście bo zwyczajnie szkoda czasu.

Transport do następnego miejsca

Jeśli jednak już tu traficie, transport na lotnisko na pewno pomogą Wam zorganizować w hotelu.
Są dwa dworce z których można sie dostać na lotnisko autobusem. Jeden z nich jest ok 1km od hotelu, drugi dalej. Z tego bliżej hotelu, autobusy odjeżdżają co ok 40min, a jadą na lotnisko ok 1 godziny (koszt 120rupi).
Lot na Goa, kupowany tydzień wcześniej, kosztował mnie 150zł. W dniu wylotu był o ok 50zł droższy.
Na lotnisku w Goa, jest stanowisko gdzie można zamówić taxi. Ceny tam są stałe i różnią sie w zależności od odległości. Warto jednak wyjść na zewnątrz aby wytargować cenę o 20% niższą.
Przykładowe ceny po negocjacjach:
Goa- Varca 800rupi 1h
Goa- Palolem 1200rupi 1,5h
Goa- Anjuna- 1200rupi 1,5h

Varca Beach (dzień 24 - 26)

Nocleg

Tutaj noclegu nie polecę bo mieszkałem u znajomych a oni z kolei mieli jakieś specjalne warunki. Apartament bardzo fajny ale nie najtańszy. Jednak w okolicy jest sporo Guest House’ow wiec znalezienie odpowiedniego nie stanowi problemu.

W okolicy

Bardzo spokojna mieścina w połowie drogi między Goa a Palolem. Ceny bardzo umiarkowane, spokój i cisza.
Plaża szeroka i czysta ale nie jakoś bardzo rajska. Nie mniej jednak polecam, jeśli ma sie ochotę naprawdę odpocząć.
Polecam też restaurację Vernon Glorio- bardzo smacznie i nie drogo.

Transport do następnego miejsca

Taxi do Goa ze znajmymi za 1200 rupi i tam znajdujemy za 800 rupi taxi do Anyuna, ale to wyjątkowa cena bo facet akurat wracał tam do domu. Normalnie ok 1200rupi. Można komunikacją publiczną ale trzeba się przesiadać dwa razy i jechać pociągami i autobusami.

Anjuna (dzień 27 - 29)

Nocleg

Świetny guest House. Chyba najlepszy w jakim spaliśmy. Czystko, spokojnie, przy nie ruchliwej ulicy a jednocześnie blisko plaży (10min).

Adres: Arjun Villa Guest House
Cena za dobę: 84/ dwójka/ noc

W okolicy

Cóż… jedna wielka impreza i pierdolnik. Plaża jest koszmarnie brudna, a tłum ludzi na niej nie pozwala sie zrelaksować. Wyjątkiem jest południe plaży przy knajpie Shiva Valley- tu na szczęście można sie odciąć od tłumu hindusów, czerpiących frajdę z wszelkich atrakcji wodnych proponowanych na plaży.
Jednak jeśli lubisz imprezy, szczególnie te transowe, to wieczorami sie tu doskonale odnajdziesz :)
Ok 2km na północ jest plaża Vagator- tam jest bardzo podobnie a imprezy chyba nawet trochę lepsze.

Jeśli jednak szukasz czegoś po środku- trochę imprez ale również trochę spokoju, to proponuje jednak poszukać czegoś na południu od Goa. Na podstawie mojego doświadczenia z dwóch pobytów na Goa, optymalnym rozwiązaniem jest Agonda lub Palolem. Agonda spokojniejsza, Palolem trochę mniej ale tez fajna. Plaże są duuuuużo czystsze a turyści spokojniejsi ;)
Na temat wyboru plaż na Goa napisano już wiele wiec więcej nie bede sie na ten temat rozpisywał.

Transport do następnego miejsca

Ostatniego dnia zamawiamy taxi na 5 rano. Lepiej to zrobić poprzez kogoś z guest house’u, bo wtedy mamy gwarancje ze nie nawali, a o tej porze to istotne. Lot z Goa do Mumbaju. Bilet kupiony sporo wcześniej 120zł/os.

Mumbaj (dzień 30)

Nocleg

Noc w samolocie do Polski...

W okolicy

Po wylądowaniu w Mumbaju, kierujemy sie do Bramy Indii. Warto w tym celu wziąć uber’a za ok 700 rupi. Jeśli sie odejdzie kawałek (1km) od lotniska to może być taniej- nawet 400rupi.
Spod bramy Indii można rozpocząć zwiedzanie Mumbaju. Wieczorm jeszcze jedziemy do jednej ważnej śwityni oraz zobaczyć podświetlony most w nocy. Jednak niestety most nie świeci całą dobę. My dotarliśmy tuż po 22ej i już nie świecił ;)
Dobrym środkiem transportu po Mumbaju jest uber.

Transport do następnego miejsca

Dobrym środkiem transportu po Mumbaju jest uber.
Wieczorem przejazd uberem na lotnisko za ok 400rupi.

Podsumowanie

SRI LANKA:
Sklepy z alkoholem do 21 i schowane.
Ogólnie bezpiecznie ale uważać w sklepach na wydawanie reszty bo czasami ‘zapominają’ o jednej stówie ;) jak zaczynasz liczyć to od razu bez czekania na rezultat wydają ja bez szemrania ;)
Wi-Fi jest prawie w każdym hotelu ale rzadko korzystałem bo prawie zawsze dużo lepiej dzialal internet z sieci :)
Nie mogę się wypowiedzieć na temat parków, gdzie można podziwiać zwierzęta bo odpuściłem ten punkt. Wyszedłem z założenia że Tanzanii to i tak nie przebije :)

INDIE:
W Indiach da się znaleźć osoby mówiące po angielsku, ale już nie tak łatwo jak na Sri Lance. Na szczęście na większości dworców nie było już z tym problemu.
Podobno od 2016r na większych lotniskach mieli rozdawać karty SIM dla turystów, bo procedura kupienia takowej nie jest taka prosta. Jednak mimo starań nie znaleźliśmy punktu obsługi turystów.
Nie przeszkodziło nam to jednak zorganizować sobie internet do telefonu. Wystarczy zrobić sobie zdjęcie paszportowe za 60rupi w jednym z wielu punktów foto w mieście (albo wziąć z PL), i mieć ze sobą paszport. Udajemy sie do salonu Vodafone i za 230 rupi dostajemy w 20min kartę sim na 28 dni z 2gb internetu każdego dnia. Połączenia do Vodafone są darmowe a żeby rozmawiać ze wszystkim sieciami trzeba doładować dodatkowo za 67rupi. Jest też operator Air tel, ale tam taka karta kosztuje 2 razy więcej. Co prawda za ta kwotę możemy korzystać z internetu po 80 dni, jest wiec to opcja dla tych którzy w Indiach chcą spędzić więcej niż miesiąc. Każda z tych opcji można po upływie tego czasu przedłużyć za taką samą kwotę.
Co ciekawe w Indiach miedzy stanami obowiązuje roaming. Jednak na szczęście internet działa na tych samych zasadach w całych Indiach. Wystarczy tylko postępować zgodnie z instrukcjami z SMS, który dostaniemy po przekroczeniu granicy stanu. Wszystko jest proste i sprowadza sie do wysłania sms oraz telefonu do automatycznej sekretarki ;)
Indie południowe mnie rozczarowały. Oczywiście jest sporo fajnych miejsc (np. Mysore czy Backwaters) ale w każdym z tych miejsc jest jedna, dwie, czasami 3 rzeczy do zobaczenia. Pamietam ze na północy, która chociaż jest biedniejsza, bardziej zatłoczona i brudna, w każdym mieście zawsze było co robić a nawet czasu brakowało.
Nie mniej jednak stanowczo było warto tu przyjechać. Możliwe że wraz ze wskazówkami, które powyżej popełniłem, uda sę taką podróż zorganizować dużo lepiej unikając moich błędów.

Przykładowe Ceny

Proszę mnie nie pytać jak to możliwe że wydałem tyle kasy na miejscu w krajach, w których jest tak tanio, bo nie wiem, naprawdę :) Większość podstawowych potrzeb jest na prawdę tania. Nocleg, jedzenie i transport publiczny jest baaardzo tani zarówno w Indiach jak i na Sri Lance. Bilety wstępów natomiast, do wszelkich świątyń i innych atrakcji są bardzo często naprawdę kosztowne, przynajmniej na Sri Lance. Do tego drogi alkohol w prawie wszystkich miejscach w których byliśmy poza Goa. Naprawdę nie byliśmy wyjątkowo rozrzutni ale jak widać można wydać troche kasy i tam ;) ale z pewnością da się też taniej ;)

Trasa

Autor Trip'u

Olo
Olo
Lat trochę ponad trzydzieści ;) a podróżuję od kilku... Przed wyjazdem staram się wyznaczyć zarys trasy, ale nie dowiadywać za dużo poza najważniejszymi informacjami, bo lubię czuć się zaskoczony :) Oczywiście zdarza się że z tego powodu coś mnie ominie- uznaję to wtedy za dobry powód żeby kiedyś wrócić... Podczas wyjazdów...

Ten Trip spodobał się:

Bądź pierwszą osobą która doceni ten Trip.